Chciałbym aby było zawsze
Czeskie biesiadowanie 2013-02-21 10:00
 Oceń wpis
   

Kilka ostatnich dni spędziłem w Pradze. Wprawdzie pogoda nie zachwycała, ale w mieście nie jest to jakimś wielkim problemem, skoro w każdej chwili można się schronić w ciepłej knajpce. A przecież w Czechach na lokal gastronomiczny można się natknąć nieomal na każdym kroku. Chodziliśmy zatem w czwórkę naszym skromnym drinking teamem i co jakiś czas pokrzepialiśmy się na ciele i duszy w praskich lokalikach. Staraliśmy się przy tym wychodzić poza samo ścisłe centrum, ponieważ wszyscy byliśmy zdania, że tam, gdzie podejmuje się turystów nie czuć prawdziwego życia miasta. Natomiast "tętno pierwotnej puszczy" najlepiej bije tam, gdzie spędzają czas miejscowi. Nie pomyliliśmy się.

Z całego wyjazdu w pamięć zapadły mi trzy lokale, z czego jeden mocno turystyczny, dwa pozostałe - zdecydowanie "miejscowe" i przyznam, że w tym starciu, choć wyrównanym, "miejscowi" wygrali z ofertą przygotowaną dla odwiedzających. Wygrali nieznacznie, ale zasłużenie.

Zacznijmy od przegranego: restauracja U Medvídků robi naprawdę dobre wrażenie. Ulokowana w klimatycznym budynku na Starym Mieście zachęca do odwiedzin. Na miejscu warzą własne piwo, a poza tym leją Budvar. Jedzenie nie tylko kuszące wizualnie, ale smaczne - miałem wielka ochotę na Taborską basztę, ale niespecjalnie uwierzyłem we własne siły - 420 g jadła na jeden raz to zdecydowanie sporo. Zamówiłem więc Smažený vepřový řízek s bramborovým salátem, aneb nemusí být zrovna neděle, a przy drugiej wizycie Vepřový řízek v bramboráku s pikantním zelným salátem. Obydwie potrawy bardzo czeskie (jednocześnie też polskie) w charakterze - wieprzowina, kartofle, praktyczny brak warzyw. Do tego piwo. I drugie, trzecie, czwarte... Jeść, pić i popuszczać pasa. Moje Towarzystwo również było zadowolone z potraw i napojów, choć Ono decydowało się raczej na nieśmiertelny Smažený sýr s bramborovými hranolky a tatarskou omáčkou oraz grog. Kulinarnie U Medvídků stoi zatem naprawdę wysoko, ale trudno jest mi z czystym sercem polecić ten lokal. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze nie serwują tam hermelina. Może jestem maniakiem, ale uważam, że jeśli w czeskiej tradycyjnej gospodzie nie ma hermelina, to nie jest to czeska tradycyjna gospoda. Hermelin i hospoda są tak nierozdzielni jak polski futbol i porażka. U Medvídků podają wprawdzie smażony ser pleśniowy niva, ale jest to zdecydowanie słabszy punkt menu. Jednak brak hermelina można wybaczyć. Nie można natomiast niegrzecznej obsługi, a z nią mamy do czynienia w tym miejscu. Gwoli sprawiedliwości - większość personelu jest bardzo miła i sympatyczna, ale pracuje tam niejaki Pan Karel, który swoją postawą psuje to, co pozytywnego robią jego koleżanki i koledzy. Jego styl obsługiwania gości opiera się na krzyczeniu na nich i odburkiwaniu gdy coś zamawiają. Najprawdopodobniej ma żal, że przychodzą do jego knajpy i przysparzają mu pracy. Dopiero niechęć okazywana mu przez gości skłania go do jakiej - takiej uprzejmości. Ale widać, że jest to wymuszone. To poważny brak tego skądinąd miłego miejsca i to on zadecydował o porażce "niedźwiadków" w konkurencji z pozostałymi dwoma lokalami.

Rywale U Medvídků reprezentują kategorię lokali przeznaczonych dla miejscowych i znajdują się poza ścisłym centrum. Restaurace U Vodárny znajduje się na Vinohradach, niedaleko winohradskich wodociągów. Praktycznie nie zaglądają tam turyści, jest więc zdrowa, czeska i bezpretensjonalna atmosfera. Nie warzą tam własnego piwa, ale za to leją pilzneńskiego Prazdroja, Gambrinusa i Vielkopopowickiego Kozła. Do tego serwują fantastycznego utopenca, świetny smażony ser, a ich hermelin... palce lizać. Wprawdzie tylko nakładany, na zimno, ale znakomity. Do tego mieliśmy szczęście, że trafiliśmy tam na występ lokalnego zespołu country. Jedna pani i siedmiu panów dali tam bardzo przyjemny koncert nie popadając jednocześnie w mocno tandetną stylistykę kowbojską - żadnych butów z cholewami, skórzanych kamizelek i kapeluszy z głowami grzechotników. Cała kapela wyglądała jak przeciętni pracownicy umysłowi, którzy po pracy na poczcie, w szkole czy innym urzędzie przyszli miło spędzić czas w knajpce, ale grali jak prawdziwi profesjonaliści. To był naprawdę miły wieczór i aż nie chciało się wychodzić. To ostatnie utrudniała obsługa, która, w odróżnieniu od Pana Karela była bardzo przyjazna.

Restaurace U Vodárny wygrywa ten subiektywny ranking, natomiast tuż za nią plasuje się Restaurace U Bobra. Jest to również lokal przeznaczony dla miejscowych, ale znajduje się praktycznie na obrzeżach centralnej części  miasta (Praha 9). Nie spędziłem tu aż tyle czasu, co U Vodárny, ale myślę, że kiedyś w przyszłości naprawię ten błąd. U Bobra jest typowo czeski wystrój: duże stoły, drewniane ławy, ale też - uwaga - salka VIP z tapicerowanymi krzesłami (zakazano do niej wstępu w odzieży roboczej). Właściciel jest chyba byłym hokeistą albo jakimś zapalonym fanem hokeja, ponieważ wszędzie na ścianach wiszą przedmioty związane z tym sportem. Jest kolekcja zdjęć czołowych czeskich i czechosłowackich zawodników, stare, poklejone kije hokejowe, bluzy, rękawice. Wszystko oryginalne. Robi to naprawdę dobre wrażenie, bo jest niestandardowe, nie są to gadżety udostępnione przez dostawcę piwa czy kupione pod dyktando dekoratora wnętrz. Ale przecież nie poszedłem tam by kontemplować wystrój. Trochę  U Bobra wypiłem, trochę zjadłem i choć była to tylko jedna potrawa, to ujęła mnie. Był to fantastyczny smażony hermelin. Dwa duże krążki, do tego sterta frytek i biała kapusta. Ale najlepszy ze wszystkiego był sos tatarski. Nie ze słoika, ale przygotowywany na miejscu przez szefa kuchni. Był tak smaczny, że moja żona podpytywała o recepturę, ale próżny trud - kucharz o posturze Bogumiła Niechcica tylko prychnął i nie chciał gadać. Tajemnica Mistrza. Jedynym minusem lokalu jest liczna obecność palaczy. W powietrzu stoi dużo dymu tytoniowego. I to właśnie z tego powodu muszę U Bobra ocenić gorzej niż  U Vodárny.

Zatem jako podsumowanie mogę powiedzieć: lokale dla Prażaków wygrywają. Ale do Medvídků też warto pójść. Trzeba tylko uważać na Pana Karela. To taki miejscowy Jożin z Bazin.

 
 

Komentarze

2013-02-22 00:48:20 | *.*.*.* | emissions trading
Re: Czeskie biesiadowanie [0]
Wdychać dym papierosowy to żadna przyjemność skomentuj
 


Najnowsze komentarze
 
2014-07-15 23:49
d`Annunzio do wpisu:
Sumienie
Fobie? Nie pisałem o nich. Była za to mowa o obsesjach.
 
2014-07-15 15:09
Redż do wpisu:
Sumienie
Zaś ja nie widzę w Polsce problemu jakiegokolwiek innego fundamentalizmu (poza islamskim, już w[...]
 
2014-07-14 09:43
d`Annunzio do wpisu:
Sumienie
Uderz w stół, a antyislamskie obsesje się odezwą. Nie widzę, by w Polsce problemem był islamski[...]
 
2014-07-14 09:36
d`Annunzio do wpisu:
Wolnośc słowa
Może i na Węgrzech ciężar gatunkowy afery był mniejszy, ale i tak ludzie wyszli na ulice. W[...]
 
2014-07-12 13:06
innuendos do wpisu:
Sumienie
http://nowahistoria.interia.pl/ksiazka-do-historii/news-z-listy-oprawcow-igor-andrejew-julia-br[...]
 
2014-07-11 14:02
Redż do wpisu:
Sumienie
Bhawo, bhawo PO i Pani Phezydent, że ratują nas od fundamentalizmu! Właśnie widzimy, jak bardzo[...]
 
2014-07-11 11:58
Redż do wpisu:
Wolnośc słowa
Jak na razie, to kolejne afery (po tej Guyrcsany'ego z 2006r., która zasłużenie zmiotła jego[...]
 
2014-07-10 19:46
d`Annunzio do wpisu:
Wolnośc słowa
Zdecydowanie nie może być tu mowy o stuprocentowej pewności. Ale to specyfika społeczeństwa, że[...]
 
2014-07-10 15:16
Redż do wpisu:
Wolnośc słowa
Na pewno. Ale 'łatwiej' i 'w większości' nie są określeniami całkowicie wykluczającymi[...]
 
2014-07-09 23:25
d`Annunzio do wpisu:
Wolnośc słowa
Pod tym względem jestem optymistą jeśli chodzi o masarzy, a pesymistą w przypadku polityków i[...]
 




Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki